FESTIWAL W LĄDKU – HISTORIA UCZUCIA

Cz. 4

Sprawy materialne

Starsi – nazwani przez jakiegoś anonimowego i niezbyt rozgarniętego autora magazynu „na szczycie” boomersami (poniżanie starszych, to żenująco częste) – pamiętają pewnie, jak ważne były rzeczy. Bo ich nie mieliśmy. Każdy górski gadżet czy ciuch ze świata, kawałek technicznej tkaniny wzruszały nas niepomiernie. Tęskniliśmy, żeby mieć. A dostane za darmo, cieszyły jeszcze bardziej. Teraz mamy rzeczy. Dużo rzeczy.  Za dużo. Mimo to mnożymy.

W Lądku, jak i na podobnych festiwalach, utarło się, że goście i przedstawiciele mediów dostają torbę z gadżetami, której zawartość jest zapewne zróżnicowana w zależności od rangi delikwenta. (Moja „ranga” zawsze była taka sama: media). To miły gest powitalny, rozumiem intencję, rozumiem też, że to rodzaj promocji gadżetodawców,  lecz mnie wydaje się niekonieczny, a nawet nieekologiczny, zastanawia mnie też fluktuacja zawartości lądeckiego zestawu  – o, w tym roku są pieniądze i sponsorzy, o, a w tym roku nie ma  – oraz zadziwiające przedmioty się w nim czasem znajdujące.

Bywało, że zestawy, które dostawałam, zawierały spory plik kolorowych folderów firm i eventów, które mnie nie dotyczą, bo nie mieszkam na Dolnym Śląsku, stare numery „Taternika” czy „Gór” (czasem specjalny numer festiwalowy) – to wszystko zostawiałam w hotelu (a lasy padają!). Mam dwie piersiówki (nie używam), kilka buffów (nie noszę), parę cienkich czapek, takich np. pod kask (nie noszę), o, właśnie znalazłam płachtę NRC z logo festiwalu, super, przyda się, wrzuciłam do plecaka.  I oczywiście podkoszulki, a wszystko to z bardzo dobrze widocznym logo festiwalu i jakimiś napisami. Wiele osób przyznaje się, że w koszulkach śpi. A jeśli ktoś nie śpi w koszulce z festiwalowym logo, tylko ją nosi, a także inne części odzieży z logo Lądka, to co?

– dostał, to nosi, nie kupuje innych, bo jest oszczędny;

– to po prostu fajne rzeczy z fajnego materiału;

– wszystko mu jedno;

– kupuje, być mieć pamiątkę po imprezie, na której się dobrze bawił;

– reklamuje imprezę, na której dobrze się bawił;

– jest organizatorem imprezy, więc ją reprezentuje i reklamuje.

No, a może po latach takie rzeczy z logo będą osiągały na aukcjach zawrotne ceny?!

W torbie prezentowej znajdują się też na ogół produkty do prania odzieży technicznej – super, ale część oddaję znajomym, bo aż tyle nie piorę (ma  też te z KFG). Pewnego razu w zestawie były kosmetyki firmy Ziaja i jeden z nich wciąż kupuję, bo jest fajny i jego zapach kojarzy mi się z Lądkiem, jak Proustowi magdalenka z czymś tam. Więc promocja zadziałała. Za przebój uznać można dużą, czarna, płócienną torbę zamykaną na zamek, z kieszonką. W następnym roku była niezamykana i bez kieszonki, ale też fajna. Widziałam ludzi z takimi torbami – znaczy fajne i przydatne.

Czasem w zestawie było niemal wszystko, co wymieniłam, czasem połowa, czasem jedna trzecia. W zeszłym roku, gdy przez moment byłam „celebrytką”, zastanawiałam się, co też dostanę – a jednak złapałam się na czar zestawu powitalnego! Jakieś było moje zdziwienie, gdy otrzymałam niewielką lnianą torbę z bladym logo, a w środku smętnie tłukły się… mydło, takie do wszystkiego, i ogólnodostępny program. Mydło było w kolorowym woreczku. Znajoma powiedziała, że woreczek jej się przydał, a mydłem się umyła. Ja jeszcze mydło mam, muszę się zastanowić nad wykorzystaniem woreczka. A materiałowe torby, nawet niezbyt ładne, zawsze się przydają, jest z nimi jak pokrywkami od plastikowych pojemników – myślisz, że masz dużo, a pewnego dnia okazuje się, że ani jednej. Była to najdziwniejsza torba podarunkowa w mojej lądkowej „karierze”, a zarazem najbardziej ekologiczna.

W tym roku wzbogaciłam się o opaskę (nie noszę) i kolejną czapkę – po wywróceniu na lewą stronę jest czarna, a logo prawie niewidoczne, nada się. Był też batonik energetyczny, który poratował mnie podczas drogi powrotnej.

Oczywiście część czytelników, przeczytawszy ten tekst, mimo tego, co napisałam na początku (bo nie zapamiętali i się nakręcili) napisze, że jestem roszczeniowa (chcę mnóstwo i za darmo) i zazdrosna (inni dostali więcej) – cóż, przyzwyczaiłam się. A jest dokładnie wprost przeciwnie – jak napisałam na początku, uczucia w kwestii gadżetów mam mieszane. Bo mnoży się niepotrzebne przedmioty i zaśmieca nimi świat, szczególnie tekstyliami. Od których ziemia się dusi. W szufladach lub koszach na śmieci lądują kolejne nieprzydatne  rzeczy. Może warto się nad tym zastanowić?

Kolejną kwestią, bardzo materialną, nad którą się zastanawiam w kontekście lądeckiego festiwalu, są nagrody w konkursach, tu zajmę się literackim. Mogę śmiało ją podjąć, ponieważ nie wydaje mi się, bym napisała jeszcze jakąś książkę, która załapie się na lądkowy konkurs, a co dopiero na nagrodę. 

Konkurs literacki w Lądku jest takim samym konkursem, jak wszystkie inne literackie konkursy. Jest takie samo jury i tacy sami autorzy, jak autorzy nominowani np. do Nike, Angelusa czy Wielkiego Kalibru. Są pisarzami, twórcami,  spędzającymi godziny na zbieraniu materiałów (nierzadko w terenie) i pisaniu. Mają takie same rozterki i chwile radości. Tym jednak, co obniża rangę konkursu w Lądku i czyni go imprezą drugorzędną i nie do końca poważną, są nagrody o wysokościach, jakich dziś się na konkursach literackich już nie spotyka: Grand Prix – 4000, nagrody w kategoriach: 1400 (akurat zwróci się pobyt w Lądku). Tymczasem Nike to 100 000, Angelus – 150 000, dla tłumacza – 40 000. To są nagrody obfite – nie postuluję takich. Ale nagroda na Zakopiańskim Festiwalu Literackim, 10 000 złotych, też wygląda przyzwoicie.

Nagrody fundują sponsorzy – dają tyle, ile mogą, ale może warto wziąć pod uwagę pisarski trud, podniesienie rangi konkursu i inflację?

Powodem do dumy organizatorów jest liczba wydarzeń – około pięciuset. W przyszłym roku obstawiam 700, po co się ograniczać. Gdyby była połowa, też byłoby za dużo, ale może udałoby się wygospodarować kasę na przyzwoite, a nie symboliczne nagrody? Szanujmy naszych twórców. Dbajmy o nich, bo upiękniają nam życie. Dzięki nim jesteśmy lepsi i mądrzejsi.

Beata Słama

 

Kategorie: Wydarzenia

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź