JAJKO TATRZAŃSKIE
Niedawno media obiegła informacja, że jeden pan zjadł w tatrzańskim schronisku śniadanie i wyszło mu, że ugotowane jajko kosztowało osiem złotych.
Pan zjadł śniadanie, zapłacił ileś tam, co go nie zdziwiło, bo przeczytał menu, ale potem przeanalizował paragon i poczynił interesujące spostrzeżenie na temat ceny jajka. To wszystko
Komentarze, jak zawsze, nie zawiodły. Pełne były dobrych rad i pozniżania pana. Osoby je piszące można podzielić na kilka grup:
Poniżacze: matoł, nie czyta cennika, a potem ma pretensje.
Analfabeci: nie umiom czytać ze zrozumieniem i się odpalają, patrz punkt wyżej.
Praktyczni: można przecież wziąć jajka na twardo z domu, można wszystko wziąć z domu.
Kapitaliści: jak cię nie stać, to nie chodź po górach.
Ekonomiści: transport, prąd, woda, robocizna, no i jeszcze trzeba zarobić.
A my proponujemy refleksję nad tym, gdzie przebiega granica między rachunkiem ekonomicznym a pazernością. Batonik Prince Polo w budzie na Łysej – 10 złotych, mineralna w Morskim Oku – 14 złotych, jajko gdzieś tam – 8.
Wiemy, transport, prąd, woda, robocizna, no i jeszcze trzeba zarobić… poza tym dla PTTK schroniska tatrzańskie to kury znoszące złote, nomen omen, jajka, więc trzeba cisnąć.
Tak się jednak składa, że mimo tych potwornych trudności i ucisku schroniska w Tatrach to nadal doskonały interes, a dzierżawcy to w większości ludzie zamożni.
Bo przecież nie ma górnej granicy kasy, którą można zedrzeć z turystów, prawda?
0 komentarzy