GÓRALOWI NIE JEST ŻAL. CZYLI PRZEWODNIK PO GÓRALSZCZYŹNIE DLA CEPRÓW

Beata Sabała-Zielińska styl ma  niezły, zręczny, potoczysty, jak lubią pisać „recenzenci” na Lubimy Czytać – szybko się czyta. Jak mówi mój kolega: styl telewizji śniadaniowej. Co owocuje zasmucającą powierzchownością. Zwyżkę formy zaliczyła przy książce Kryminalne Zakopane. Najgłośniejsze zbrodnie Podhala – powstała pozycja poważna, solidna, wciągająca. Znakomicie, że napisała książka o TOPR-ze, bardzo potrzebną i ciekawą. Czego nie da się powiedzieć o książce najnowszej, powierzchownej, obrażającej intelekt osób poważnie interesujących się regionem, uważnym obserwatorom skłonnym do refleksji.  

Tytuł – Góralu, czy ci nie żal? Opowieść o zatraceniu – i okładka robią wrażenie. Zapowiedź wydawcy jest szumna i rozbudza apetyt:  „To spowiedź. Rozliczenie z przeszłością i trzeźwe spojrzenie w przyszłość. A może w przepaść? Bo zgubiliśmy drogę, straciliśmy orientację w terenie i stanęliśmy na krawędzi. Wspólnie, wszak bez nas nie ma Was, a nas nie ma bez Was”. Tu chyba zwraca się do nie-górali, co jest dość zabawne, bo my, nie-górale, zwani ceprami, co i rusz słyszymy: „Nie będziecie, przybłędy, mówić nam, co mamy robić” czy „Przyjeżdżają tacy z warszawki i się rządzą”. Co za hipokryzja.

Wiadomo, książkę sprzedaje okładka, jednak dawno nie spotkałam się z takim rozdźwiękiem tego, co na tej okładce z tym, o czym książka naprawdę jest. To czysta manipulacja. Góralom żal chyba tylko pieniędzy, których nie zarobili, a o jakim zatraceniu mowa? Chyba we własnym, pokolorowanym i wypielęgnowanym wizerunku.  

 Góralu, czy ci nie żal jest szybkim przewodnikiem po góralszczyźnie przeznaczonym dla ceprów, bo przecież nie dla górali czy osób zgłębiających historię i współczesność Podhala. Jest dla obserwatorów beztreściowych stron w mediach społecznościowych, prezentujących nasze Zakopane i nasze tatry z ich pięknem o każdej porze dnia i roku, redyki, owczarki, wierzbówki i jarmarki. Jest krótki rys historyczny – skąd się wzięli górale, spór o Morskie Oko, ksiądz Stolarczyk – czyli pisanie o kwestiach wielokrotnie i wyczerpująco przedstawionych w mnóstwie pozycji – o Goralenvolku ani słowa. Jest o strojach, tradycji, muzyce, o koniach (tradycja, dorożki, kumoterki, pytace) –  o fasiągach w Morskim Oku ani słowa. Jeśli pojawia się nieoczekiwanie jakaś drażliwa kwestia, zostaje zbyta zdaniach i zlekceważona. Jak choćby choćby problem przemocy w rodzinie:

„Zakopane ostatnie podpisało ustawą antyprzemocową. To prawda, lecza warto przypomnieć, że w grupie uchylających się od zatwierdzenia tego dokumentu do 2020 roku było aż sto czterdzieści gmin i jakoś pozostałym media się nie przyglądały. Nie było analiz przypadków, burzliwych dyskusji, wywoływania do tablicy czy wiwisekcji, którą zgotowano Zakopanemu. Dziś trudno nawet znaleźć listę opieszałych, nie mówiąc o stawianiu zarzutów, jakie stawiano góralom. Robienie z nich prymitywnych bandytów, nad wyraz agresywnych, jest tymczasem nieuprawnione. Zwłaszcza że nie poparte żadnym konkretem. Nie ma wystarczających danych, a przede wszystkim nie ma porównań potwierdzających tak kategoryczną hipotezę”. Tu się pogubiłam, co z czym należało porównać, ale kto by to zgłębiał.

Pamiętam jedno: przeciw uchwale były trzy radne, wszystkie góralki. A Beata Szydło rzekła: „Muszę państwu pogratulować. Jedyny samorząd w całej Polsce, który się sprzeciwił, ale wiadomo: górale to odważny naród”.

Autorka zapewne nie czytała tekstu Babka była bita, prababka była bita, mnie ojciec bił, więc przeczekaj, który zamieszczony został na stronie tvn24 przy okazji reportażu, a który kończy się słowami: „Była ofiara przemocy stwierdziła, że »na Podhalu bardzo przyjęła się religia. Świetnie funkcjonuje wiara w Boga, ale chrześcijaństwo się zupełnie nie przyjęło«”.

Nie zajrzała też na stronę zakopiańskiej policji z danymi za 2026 rok: „Przemoc domowa: Odnotowano wzrost liczby zgłoszeń – założono 110 Niebieskich Kart (wobec ok. 30 dwa lata wcześniej)”.

Może statystyki dotyczące innych regionów są bardziej zatrważające, lecz książka Góralu, czy ci nie żal nie jest o innych regionach.

 To książka „reporterska”, szybka, autorka, opiera się głównie na wynurzeniach Jana Karpiela-Bułecki, wiele kwestii jest przefiltrowanych przez jego optykę. Zamiast popracować ze źródłami, poszła do tego i owego, popytała, zacytowała, wyciągnęła łatwe wnioski. Owszem, pod koniec narzeka na deweloperkę, ale tylko w Kościelisku, bo tam mieszka i coś jej przeszkadza.

W posłowiu pisze: „Nie jest to książka przeciw góralom. Bynajmniej” (kocham, bynajmniej, to słowo!). Nie, nie jest. Górale w książce Sabały-Zielińskiej są wspaniali, kochają tradycję, mają trudne charaktery, co jest zaletą, są niepokorni lecz wspaniali.  

Jeśli więc mieliście nadzieję, że oto wreszcie powstała książka rozliczeniowa, tym cenniejsza, że napisana przez góralkę, która skłoni górali do refleksji nad tożsamością, może pozwoli im dokonać rachunku sumienia lub spojrzeć na historię, tradycję i góralską współczesność świeżym, a nawet krytycznym okiem, spotka Was rozczarowanie. Górale są organicznie niezdolni do autorefleksji i wyjścia ze strefy komfortu.

To doprawdy brawurowe, pisać taką książkę w czasach, gdy górale są najbardziej znienawidzoną i wyśmiewaną grupą etniczną w Polsce  – to nie moja opinia, a fakt – a próbując ratować swój wizerunek, uciekają się do retoryki „nieprawdą jest, jakoby…”, jak w odezwie, apelu czy piśmie (jak zwał, tak zwał) wydanym niedawno przez Związek Podhalan. Nie takie teksty i nie 100 tysięcy wydanych przez starostę tatrzańskiego na agencję PR, która miała poprawić wizerunek górali, nie książka Beaty Sabały-Zielińskiej sprawią, że górale zaczną być postrzegani inaczej. Sprawić to może rachunek sumienia i refleksja. Ale na to chyba nie ma co liczyć.

Nowa książka Sabały dołącza więc do innych, zupełnie niepotrzebnych i powierzchownych książek o góralach i Podhalu: Zakopane odkopane. Lekko gorsząca opowieść góralsko-ceperska  Sabały i Młynarskiej czy, zupełnie niepotrzebnej, Podhalanie. Wokół tożsamości Agnieszki Gąsienicy-Giewont oraz Stanisławy Trebuni-Staszel, w której nie ma cienia namysłu nad tożsamością. Nie ma namysłu nad niczym.

 Ale co tam, oprócz czytelników niewymagających, książka zachwyci także górali. Doskonałą promocję będzie można zrobić na przykład w Czerwonym Dworze. Będą tradycyjne stroje, cytrynówka i góralska fiesta. Może przypomni sobie o Beacie Sabale-Zielińskiej wydział kultury urzędu miasta i wreszcie zrobi jej wieczór autorski, bo książka spełnia wszystkie ich postulaty: jest na ludowo, usia, siusia, cepeliada, uświęcona góralszczyzna w wersji soft i glamour. Jak kiecki Anety Larysy Knapp, które tka bardzo podobają się pani wiceburmistrz.

Góralu, czy ci nie żal kosztuje sporo i  nie jest warta tej ceny. Naprawdę zainteresowanym tematem polecam pracę zbiorową Kultura ludowa Górali Podhalańskich wydaną przez Oficynę Wydawniczą „Wierchy” i TPN.

PS Moja recenzja nie jest przeciw góralom. Bynajmniej. Znam wielu, a ich tradycja mnie zachwyca. Są niezwykli i unikalni. Moja recenzja jest przeciw tanim promocyjnym zagrywkom, powierzchowności i tandecie intelektualnej.

Beata Słama

Beata Sabała-Zielińska, Góralu, czy cie nie żal. Opowieść o zatraceniu, Prószyński i spółka, Warszawa 2026.

 

Kategorie: Książki

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź