TEN PIERWSZY
Wczoraj robiłam porządki w koszu z „zabytkowymi” ciuchami (takimi, które można włożyć na Wielkanocne Jajo), a tam polar!
To chyba pierwszy polar Rzeczypospolitej, kupiony na początku lat 90. z bagażnika samochodu na tyłach TOPR-u. Z prawdziwego polara (patrz: metka), doskonale uszyty, starannie wykończony. W pewnym momencie takie polary mieli prawie wszyscy zakopiańscy ludzie gór i ratownicy – po tym się rozpoznawaliśmy. Kiedyś nawet chłopak w polarze takim samym jak mój ustąpił mi miejsca w kolejce w monopolowym.

Dziś wszyscy wyglądają jak ludzie gór. Można się nabrać.
Jaka firma szyła takie polary? Alpinex? Jakaś inna? Ktoś pamięta?
Był jeszcze inny zestaw kolorystyczny – zielono-żółty.
A co nosiliśmy przedtem?
Oczywiście swetry. Gdy zaczynałam chodzić po górach, największym szpanem (pamiętacie to słowo?) był sweter z owczej wełny od góralki, lekko zalatujący capem. Ponoć z domieszką waty. Pod spodem flanelowa koszula.
Szczytem luksusu były szetlandy z Pewexu. Najlepiej warstwami.
Polary pojawiły się u nas wtedy, gdy zaczęły pojawiać się w sklepach na Tamelu w Katmandu, sprzedawane przez schodzące z gór zachodnie wyprawy. Pamiętam, że mój mąż Bogdan miał taki (ja mu przywiozłam czy sam sobie kupił podczas wyjazdu?), gruby, w kolorze rzadko-brązowym, który przez lata ewoluował z górskiego do takiego, w którym chodziło się do komórki za Betlejemką po węgiel i rąbało drewno.
Potem była firma VauDe – taki polar, zgaszony fiolet, też pamiętam na moim mężu – też był noszony do końca, do węgla i rąbania, mimo że miał już podarte kieszenie.
W pewnym momencie pojawiły się lumpeksy (wciąż jesteśmy w latach dziewięćdziesiątych) i czasem rzucano do nich polary Helly Hansena, ale chyba tylko jeden model – pomarańczowe, z włosem, przez głowę. Kiedyś w Betlejemce były cztery osoby w takich polarach. Ja też miałam.
Generalnie dobrze ubrani byli ci, którzy jeździli na wyprawy.
A teraz nuda, wszystkiego w bród. Nowe materiały, nowe technologie. I łatwiej mi przypomnieć sobie goretexy mojego życia – bo zawsze drogie, więc się dbało i oszczędzało, poza tym nie niszczę – niż polary, bo było ich wiele.
Mój pierwszy polar jest w znakomitym stanie, choć używany był intensywnie, tylko gumki straciły gumkowość. Ale będę nosiła. Bo teraz to vintage, co nie?

Z tekstylnym pozdrowieniem
Beata Słama
0 komentarzy