JAK POZNAĆ RECENZENTA GRAFOMANA

Tak się porobiło, że recenzować chcą wszyscy.

Bo jeśli książka górska (lub film) się ukazała, to recenzja musi być.

Internet nie ogranicza, więc nie trzeba szlifować pisarskiego rzemiosła i uczyć się lapidarności oraz używania stwierdzeń krótkich, a inteligentnych.

Recenzent grafoman myli recenzję ze streszczeniem.

Gdy już streści, musi wyrazić własne zdanie.

Ale w międzyczasie musi upchać jak najwięcej cytatów – to robi objętość.

A objętość sugeruje, że mamy do czynienia z dziełem poważnym.

Dobrze, gdy jest dużo trudnych słów.

Nie musi wiedzieć, w jakim kontekście ich użyć.

Ważne, żeby były.

Nie wiem dlaczego, ale jednym z ulubionych słów recenzentów górskich jest ostatnio słowo „tożsame”.

A potem już hulaj dusza, nie ma wszak granic ni kordonów, dodajmy do tego rozpaczliwe zmaganie się z ojczystym językiem i nasze serca ucieszą takie oto passusy (będę miła i nie podam autorów, interpunkcja i pisownia oryginalne).

Na początek mój ulubiony, porażający głębią i odkrywczy:

„Film posługuje się przede wszystkim obrazami”.

„Gdyby zatrzymać się tylko nad osobistym pytaniem Elizy Kubarskiej, mielibyśmy  prywatne laboratorium autorki filmu, która szukając odpowiedzi na własne wątpliwości, organizuje eksperyment „przebaczenie pod K2”, z udziałem czwórki cierpiących uczestników-ochotników”.

 „Konstrukcja filmu od zadanego pytania i jednoczesnej odpowiedzi autorki nie zamyka dyskusji, lecz ją dopiero otwiera”.

„Wszystko co mieści w sobie pojęcie >wspinaczka< staje się podważone, gdy wspinacz (a zwłaszcza zaangażowany mocno we wspinanie himalaista) rozważa decyzję o posiadaniu dziecka”.

„Trzecią płaszczyzną, o której chciałbym opowiedzieć, są wnioski…”

„Na początku książki dostajemy klucz, z którym trzeba przejść do końca lektury”.

„Widmo odmrożeń krąży nad wspinaczami niejako od początku – przeraża ich, a jednocześnie się z nim liczą. Jeszcze większy grymas wywołują na mojej twarzy te fragmenty, w których lekarz wyprawowy walczy o zdrowie Herzoga”.

„…wchodząc na szczyt Kurtyka gubi raki, oczywistym jest fakt, że nie chcąc narażać życia chce zawrócić, Jurek nie dostrzega w tym problemu i namawia przyjaciela na dalszą wędrówkę”.

„Nieprzypadkowy jest również tytuł filmu…”

„Odpowiedzialny za utrzymanie żony i dwójki dzieci Tomaž między jedną wyprawą a drugą wpada w wir pracy, zapewnienia bytu dla swoich bliskich. Czasu tego nie starcza już dla samej rodziny, po wielu latach życia praktycznie osobno jego małżeństwo się rozpada, widzimy małżonków, którzy stale i ustawicznie się od siebie oddalają”.

Beata Słama

(Fot.niedoczytania.pl)

 

Kategorie: Felietony

Dodaj komentarz