JAK NIE KRĘCIĆ FILMU GÓRSKIEGO

 WSTĘP

Dawno temu filmy kręcili tzw. filmowcy. Dostawali kamerę i taśmę z telewizji i z WFD (załatwienie tego nie było łatwe), a kręcenie na wyprawie (bo kiedyś filmy powstawały głównie na wyprawach) wymagało wysiłku i wyrzeczeń. Mamy się czym pochwalić ‒ filmy Wdowiaka, Łatałły czy Surdela zdobywały nagrody

Dziś filmy może kręcić każdy.  A podejście naszych „filmowców” do kręcenia można ująć w formie takiego oto poradnika.

 

PORADY OGÓLNE

‒ Przede wszystkim, jadąc w jakiekolwiek góry czy skałki, weźcie kamerę, komórkę, aparat, gopro. Nie musicie wiedzieć, jak działa, rozpoznacie to bojem. Takie właśnie wrażenie sprawiają filmowcy – jakby dopiero w trakcie kręcenia uczyli się kadrować, poznawali możliwości sprzętu i bardzo się z ich odkrywania cieszyli.

‒ Nie musicie znać tajników montażu. Pokazujcie nakręcony materiał jak leci. Przecież wszystko, co filmujecie, jest takie interesujące, i selekcja byłaby naprawdę trudna. Bo jak tu nie pokazać Marysi rzężącej w terenie trójkowym, Wojtka wystawiającego język, czy Krzysia prezentującego do kamery puszkę z mielonką? A wejście, a podejście, a zejście! To są dopiero ciekawe rzeczy. Tak więc zapomnijcie o nożyczkach. Widz musi wytrzymać.

‒ Musicie być przekonani, że jesteście fajni i to, co chcecie pokazać, też. Utwierdźcie się w mniemaniu, że dowcipy rzucane do kamery są prześmieszne. Tak samo miny i pozy. Nie zapominajcie co jakiś czas zapewniać widza, że „Jest super” czy pomrukiwać: „Ale jazda”.

‒ To, co zamierzacie nakręcić, warte jest pokazania – czy to wyjazd do Paklenicy, czy Maroka, czy w skałki, czy w okolicę nieco zaśnieżoną. Choćbyście nie oderwali się od ziemi, nie odnieśli żadnego sukcesu  ‒  kręćcie. Przecież to w końcu wy tam pojechaliście, a inni zostali w domu. Jeśli ów brak spektakularnych osiągów pokażecie przy wtórze głośnej muzyki, a obrazki będą zmieniały się w zawrotnym tempie – sukces murowany. Warto w tym celu poświęcić jeden wieczór na oglądanie MTV i Youtube. To może być bardzo pouczające i wzbogacić wasz warsztat.

‒ Broń Boże nie myślcie, że to, co nakręciliście, można pokazać najwyżej na spotkaniu powyjazdowym czy u cioci na imieninach. Śmiało pakujcie płytkę w kopertę i na festiwale, przeglądy i spotkania!

JEDZIEMY I KRĘCIMY
‒ Każdy wyjazd zaczyna się od pakowania. Dlaczego tego nie pokazać? Dobrze jest sfilmować się na jakimś parkingu lub w mieszkaniu. Podstawowa zasada – sprzętu musi być dużo. Widz powinien odnieść wrażenie, że szykujecie się do poważnego przedsięwzięcia, które nieco was przytłacza, ale dacie radę.

‒ Na miejsce wspinaczki trzeba dojechać. Oglądając filmy, można odnieść wrażenie, że ich twórcy podpisali jakąś umowę z Ministerstwami Dróg i Mostów Wszystkich Krajów, bowiem każdy film pokazuje serpentyny szos, nitki autostrad, a im bliżej celu ‒ wyboje i wertepy. Wszystko to filmowane musi być z wnętrza samochodu i przebijane na przykład kadrem ukazującym śpiącego kolegę czy jedzącą kanapkę koleżanki.

‒ Za oknem dzieje się mnóstwo ciekawych rzeczy i tu twórcy marzy się zazwyczaj, żeby być choć przez chwilę filmowcem National Geographic. A to struś przemknie, a to osiołek się przekradnie. Dobrze jest pokazać zdziwionego tubylca, a jeśli nie ma ani zwierząt, ani tubylców, pejzaż lub architekturę. Niech widz wie, że nie samym wspinaniem człowiek żyje.

 

WSPINAMY SIĘ I KRĘCIMY

Wreszcie dojechaliście i zaczyna się prawdziwa akcja, czyli wspinanie. Nieważne, na jakim poziomie. Sam akt wspinania z jakichś powodów wart jest uwiecznienia. Istotne, by filmować wszystko tak, by widz nie zorientował się, że trudności są żadne, za to asekuracja niezwykle solidna. Że wspinający się człowiek wcale nie jest wysoko i na dodatek bardzo mocno się trzyma, żeby nie spaść. Pod żadnym pozorem nie zapominajcie o kwestiach bezpieczeństwa! Zjeżdżanie ścianą czy filmowanie z wiszących stanowisk to dobre dla Amerykanów i innych westmenów.

 Ostatnio furorę robią zdjęcia poklatkowe – mgły i chmury przemieszczają się w zawrotnym tempie, co ma ilustrować upływ czasu i piękno przyrody jednocześnie. Śmiem zaryzykować twierdzenie, że obecnie żaden film bez takich zdjęć obyć się nie może.

Dobrze jest też umieszczać w kadrze maskotkę ‒ niech siedzi na kamieniu lub wśród kwiecia, w tle niech piętrzą się góry lub cuda architektury. Nieważne, że coś takiego już było w filmie Amelia. Przecież nie wszyscy Amelię oglądali.

‒ Mamy już obrazki, teraz trzeba dobrać do nich muzykę. Jeśli jesteśmy napakowani, mamy dredy, tlenione włosy, tatuaże oraz kolorowe ubranka, czy też jesteśmy freerajderami, dobrze brzmi coś ostrego, głośnego i szybkiego. Jeśli jesteśmy wątlejszej postury, ubieramy się spokojnie, a i nie wyglądamy zbyt efektownie, można zaczerpnąć ze skarbnicy popu czy klasycznego rocka, a nawet poezji śpiewanej.

Jeżeli akcja rozgrywa się w górach wysokich – obowiązkowo muzyka patetyczna albo modły buddyjskich mnichów.

Gdy walczymy z przechwytami, w przewieszeniu i upale, jako tło muzyczne dobrze sprawdza się np. Ramstein, można też sięgnąć po muzykę z Matrixa lub hip-hop.

Osiągnięcie wierzchołka, uścisk dłoni i ogólna radość – takie chwile robią wrażenie przy zwolnionym filmie, a nastroju przydaje muzyka Enyi lub ścieżka dźwiękowa z Ostatniego Mohikanina (bardzo popularna) czy inne motywy irlandzkie. Te sekwencje muszą być najdłuższe, żeby widz miał czas się wzruszyć.

‒ Komentarz zza kadru nie może być zbyt inteligentny ani zbyt dowcipny, żeby nie odrywał uwagi widza od obrazków. Jeśli jednak zdecydujecie się na komentarz, to musi on być nudny, wygłaszany monotonnym głosem i napisany niepoprawną polszczyzną.

‒ Teraz pozostaje już tylko nakręcenie drogi powrotnej ‒ patrz droga dojazdu. Pokazywanie rozpakowywania się i powitań nie jest konieczne.

Wiecie już wszystko, lecz przed przystąpieniem do dzieła pozostaje jeszcze jedno pytanie, które zadaje sobie niewielu polskich „filmowców” nadsyłających swe dzieła na konkursy ‒ po co?

Beata Słama

Kategorie: Film i teatr

Dodaj komentarz