KRUPÓWKI SALONEM ZAKOPANEGO, ZAKOPANE SALONEM PODHALA, PODHALE SALONEM POLSKI
Część 1.
Krupówki
Niedawno wstrząsnęła mną informacja, że UM powołał specjalny zespół do… zarządzania parkiem kulturowym na Krupówkach. To kolejne fikcyjne stanowiska i kolejna niepotrzebnie wydana kasa, co świadczy o tym, że włodarze Zako na projekcie „park kulturowy” się wyłożyli i spacerując po Krupówkach można odnieść wrażenie, że nikt nad niczym nie panuje. Jest to szczególnie zabawne wobec faktu, iż władze Zakopanego, nie mając pewności, czy w tym roku dopiszą goście z Bliskiego Wschodu, zamierzają przyciągnąć turystów z Europy Zachodniej, a nawet Japonii. Czym? Bo na pewno nie Krupówkami.
Ale może ja spróbuję pomóc.
Pierwsza rewelacja, która umknęła miejskim urzędnikom: to, jak ma wyglądać park kulturowy regulują przepisy! Plus różne ustawy. Naprawdę. I wystarczy ich przestrzegać i je egzekwować, a będzie dobrze.
Przyjrzyjmy się więc, nieco pobieżnie, jak to wygląda w praktyce.
– „Zakaz ogólny (Ustawa o Ochronie Środowiska, Art. 156, ust. 1): Zabrania się używania instalacji nagłaśniających na terenach publicznie dostępnych miast, terenach zabudowanych i rekreacyjnych.
Wyjątki:
- Okazjonalne uroczystości (imprezy sportowe, kulturalne, religijne, handlowe).
- Działania służące bezpieczeństwu publicznemu (komunikaty)”.
Tymczasem niemal każdy lokal przy Krupówkach ma wystawiony na zewnątrz głośnik, z którego nawala muzyka. Nieważne, że tuż obok jest drugi, a vis a vis trzeci i czwarty, i że każdy puszcza co innego. Stańcie sobie przy wylocie ulicy Orkana, a zaatakuje Was kakofonia dźwięków, bo w tym miejscu słychać muzykę z co najmniej trzech knajp plus dźwięki, jakie wydają automaty do gry. Dlaczego właściciele lokali uważają, że jeśli nie puszczą muzyki, ludzie nie zorientują się, że w danym miejscu jest lokal, pozostaje tajemnicą.
W ten muzyczny obraz wpisuje się pan na wózku, który zbiera pieniądze na protezy, i który, często podpity, puszcza z głośnika muzykę na cały regulator. Co wrażliwszym czytelnikom wyjaśnię, że pan zbiera tak długo, że mógłby sobie kupić mnóstwo protez – to jego sposób na życie. No i żebractwo jest w Polsce zabronione. A także Romowie i inni okazjonalni Jankowie muzykanci.
– „Niedozwolone jest prowadzenia wszelkiej działalności rozrywkowej lub artystycznej oraz wszelkich form sztuki ulicznej poza lokalem użytkowym, z wyjątkiem malarzy i portrecistów”.
Tymczasem co mamy, szczególnie w soboty i w niedziele, gdy straż miejska chyba odpoczywa? Ludzi-posągi, małe dzieci grające na skrzypkach, panów żonglujących piłką, piosenkarzy (często podpitych), no i oczywiście Romów, którzy w weekendy operują głównie w okolicach kościoła. Wezwana straż miejsca przyjeżdża, ale nie za szybko – można w tym czasie zapoznać się gruntownie z ofertą TkMaxxa i poczynić zakupy. Zakopane dzieli los wszystkich popularnych miejscowości turystycznych: każdemu wydaje się, że może tu przyjeżdżać i zarabiać, często zawłaszczając przestrzeń publiczną.
– „Szyldy i reklamy muszą być zgodne z uchwałą, najlepiej w formie subtelnych szyldów nieprzekraczających poziomu parteru. Zabrania się stosowania jaskrawych kolorów i nachalnych form reklamowych”.
Super. A co mamy? Bałagan. Na jednym budynku wiszą trzy (i więcej) różne szyldy, od Sasa do lasa. Nikt nad tym nie panuje. Czy wiecie, że na przykład w takim Innsbrucku, na deptaku, nawet szyld McDonalda jest dopasowany do ogólnej estetyki ulicy? Da się.
– Handel i ekspozycja: towary nie mogą być eksponowane na chodnikach, elewacjach czy w sposób „chińskich marketów”
Można powiedzieć, że Krupówki to jeden długi chiński market, a straganiarze grają władzom na nosie: przed każdym sklepem z „pamiątkami” i na każdym sklepie z pamiątkami wiszą girlandy pluszowej tandety i skarpetek, ciuchy, łapacze snów (typowo podhalański gadżet) i innego badziewia.
Dodajmy do tego niemal każdą bramę wypchaną pamiątkami i ciuchami.
Krupówki szpecą też wózki z oscypkami. W założeniu miały być ładne i do bólu tradycyjne, w praktyce obwieszone są jakimiś szmatami, obstawione skrzynkami i pozatykane płytami OSB. Wygląd osób sprzedających serki (i inne towary, ponoć wszystko domowej roboty) też pozostawia sporo do życzenia. No i halo! Krupówki to nie wiejska droga i targ, a ulica o charakterze miejskim (stare kamienice, nowoczesne plomby – no trudno), a oscypki powinno się sprzedawać na targu. Wiem, miasto na wynajmie wózkom miejsc zarabia, lecz może trzeba wybrać: albo prestiż (do którego dąży pan burmistrz), albo wiocha (do czego dążą tzw. lokalni biznesmeni)
Na Krupówkach, przed lokalami, dopuszczone są ogródki, tymczasem od Bożego Narodzenia przy domu pod numerem 63 stoi wiata gastronomiczna postawiona bez zezwolenia i niezgodnie z przepisami (granica działek) – i co? I nic. Straż przejeżdża, włodarze przechodzą i przez ich zatroskane stanem miasta głowy nie przemknie żadna refleksja.
A teraz ciekawostka: Park obejmuje głównie Krupówki oraz przyległe ulice (Staszica, Witkiewicza, Zamoyskiego, Tetmajera), a jeszcze na Krupówkach, na odcinku za pomnikiem Zamoyskiego, mamy różowe jednorożce, gigantyczne ciasto z dziurką i dom w stylu zakopiańskim, wpisany do rejestru zabytków, spaskudzony różowymi girlandami sztucznych kwiatów – bo mieści się w nim orientalna restauracja.
I pół kroku od Krupówek, na Orkana, stoją obrzydliwe i hałasujące automaty do gry.
A teraz najśmieszniejsze (cytat z TV Kraków): „Władze miasta (burmistrz Łukasz Filipowicz) kładą nacisk na rygorystyczne egzekwowanie przepisów, które obowiązywały od lat, w celu ochrony krajobrazu kulturowego”. No cóż, jak widać egzekwowanie przepisów, nawet nie rygorystyczne, a w wersji soft, przekracza moce intelektualne i przerobowe władz Zakopanego.
Ale i tu pomogę: do egzekwowania przepisów nie potrzebny jest zespół urzędników „zarządzających”. Potrzebnych jest czterech strażników miejskich dyżurujących na Krupówkach przez cały dzień, od rana do wieczora (mogą pić kawkę i czasem siedzieć na ławce), walących mandaty i tłumiących w zarodku wszelkie próby prowadzenia nielegalnej działalności, puszczenia choćby nuty przez głośnik czy wystawienia poza wnętrze sklepu choćby ucha pluszowej kapibary. Dwóch strażników od świateł na Witkiewicza do mostka, dwóch od mostka do końca. Bez przerwy. Słowem zamordyzm i terror stające w poprzek odwiecznej wolności szlacheckiej, polskiej, góralskiej, wołoskiej, narodowej! Bo, choć to smutne, w mieście (i chyba w kraju), w którym ludzie nie rozumieją potrzeby przestrzegania przepisów i nie mają świadomości, że miasto to jednak dobro wspólne, to chyba jedyne wyjście. Jest bardzo prawdopodobne, że po roku sytuacja by się zdecydowanie poprawiła. Wiem, nie ma ludzi, nie ma pieniędzy, ale jeśli chce się mieć w mieście prestiżowy deptak, to trzeba się trochę postarać. A nawet wydać jakieś pieniądze.
Jak napisałam, patrole poprawią sytuację, lecz tylko trochę (choć to już coś), ponieważ Krupówki są skazane na bycie ulicą tandetną z jednego powodu: prawa własności, zwanego świętym. Słowem: „Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić na swoim, a już na pewno nie jakieś cepry”. Władze miasta nie mają niestety wpływu na to, na jaką działalność właściciele lokali przy Krupówkach je wynajmują – kto da więcej, ten może otworzyć, co mu się żywnie podoba. Tymczasem lokal taki znajduje się w przestrzeni publicznej i ma wpływ na jej wygląd i odbiór. Trzeba by właścicieli tego świadomych, nastawionych prospołecznie…no, ale to nie w Zakopanem (a może i nie w Polsce). Dlatego mamy przy Krupówkach ileś sklepów z cukierkami – pozostaje zagadką, jak można zarobić na cukierkach, wynajmując najdroższe lokale w Polsce – i ileś sklepów z lokalnymi alkoholami (to chyba rekordowa liczba na metr bieżący). Zakopane niszczy gentryfikacja, której nikt nie bada i nad nią nie panuje – potrzeby mieszkańców nie są prawie w ogóle uwzględniane, jeśli nie zadowala nas oferta najtańszych sieciówek, po ubrania, buty czy gadżety do domu musimy jeździć do Nowego Targu lub dalej. Na szczęście księgarnie jeszcze są. I ostali się szewcy.
Czy tę sytuację można zmienić? Czy władze miasta mogły by mieć narzędzia, by zyskać większy wpływ na kształt Krupówek? Być może. Bo przypominam: praca urzędnika nie polega na przekładaniu papierków, a na lobbowaniu na rzecz dobrych rozwiązań. Lecz czy ktoś w zakopiański UM o tym wie?
Opisy przy zdjęciach.
Beata Słama
0 komentarzy