WSZYSTKO ZA GÓRY?

Kiedy w latach dziewięćdziesiątych ukazała się w Polsce książka Jona Krakauera Wszystko za Everest, byliśmy w szoku. Wiadomo, że na wyprawach bywa różnie, nie zawsze przyjemnie, ale to, co zaczęło dziać się na Górze Gór, a co opisał Krakauer, przeszło nasze wyobrażenia.

Najwyższa góra świata stała się maszynką do zarabiania pieniędzy i celem różnego rodzaju frustratów, wariatów, dyletantów i milionerów. To, co teraz się tam dzieje, ani z himalaizmem, ani ze wspinaniem nie ma nic wspólnego.

„W 2007 roku pewien wspinacz usiłował zdobyć szczyt ubrany zaledwie w krótkie spodenki i t-shirt, podczas gdy członkowie zespołów Stray Cats, Squeeze, Fixx i Alarm ogłosili plan zagrania koncertu rockowego w bazie. [szczyt] stał się celem diabetyków, astmatyków i cierpiących na nadciśnienie, sponsorowanych przez producentów leków. Byli też trzej niewidomi wspinacze, wspinacz z jedną ręką, jedną stopą, jedną nogą, bez nóg oraz wspinacz, który dopiero co przeszedł operację wymiany zastawki. Czarnoskóra kobieta z Afryki Południowej została zakwalifikowana do zespołu wyłącznie dlatego, że cierpiała na AIDS” –  pisze Michael Kodas w książce Zbrodnie na Evereście. To jakby dalszy ciąg opowieści Krakauera – od wydarzeń przez niego opisanych sytuacja zmieniła się, o ile to możliwe, na gorsze.

Kodas prowadzi narrację trzytorowo: przebywamy po północnej stronie Everestu i śledzimy losy amerykańskiej wyprawy, której był uczestnikiem, a którą kierował podejrzany Rumun i jego równie podejrzana nepalska żona, i zaglądamy na stronę południową, gdy autor próbuje dociec, jak doszło do tego, że przewodnik i Szerpa zostawili na górze konającego klienta. Te dwie relacje są natomiast kanwą, na którą autor rzuca opowieść o ludziach związanych z Everestem i o tym, do czego doprowadziła komercjalizacja tej góry. Ze zgrozą czytamy o kradzieżach sprzętu, podrabianiu butli z tlenem, pazerności Szerpów i bezwzględności przewodników. O konających, błagających o pomoc wspinaczach mijanych przez obojętnych zdobywców, którzy chcą jak najszybciej znaleźć się na dole. O kradzieży zdjęć ze szczytu i o bójkach w bazie.

Nie należy jednak zapominać, że Kodas jest dziennikarzem i doskonale wie, że nieszczęście i plugastwo sprzedają się lepiej nić miłość, równość i braterstwo. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że to obraz niezwykle jednostronny, a autor patrzy na wszystko przez pryzmat własnych gorzkich doświadczeń.

Na swojej drodze, zarówno tej na szczyt, jak i tej, którą pokonuje, prowadząc dziennikarskie śledztwo, spotyka mnóstwo ludzi – bardziej i mniej ciekawych – i niestety uważa, że o każdym musi coś napisać, tak więc na opowieści o dramatycznych everestowskich wydarzeniach nakładają się biografie, historyjki, anegdoty i przygody, w wyniku czego tracimy wątek, gubimy się, dygresje i refleksje meandrują, narracja jest mało klarowna. Chciałby napisać o wszystkim, zapominając, że mniej znaczy czasem lepiej.

Mimo tych wad Zbrodnie na Evereście czyta się jak kryminał. I pozostaje niesmak.

 

Beata Słama

 

Michael Kodas, Zbrodnie na Evereście  (High Crimes), przekł.  Katarzyna Babicz, Wydawnictwo Sklepu Podróżnika, Warszawa 2013.

 

Kategorie: Książki

0 Komentarzy

Dodaj komentarz