ZIMA NASZEJ GORYCZY

 „Niczym religia, zimowy himalaizm ma swoich świętych i męczenników, miejsca uświęcone i zakazane. Z tych objętych sacrum szczytów zdobytych zostało trzynaście”.[1]

Niepamiętna zima w Banff – bo nikt tak mroźnej tam zimy nie pamięta – to wymarzony czas, by pisać książkę o himalaizmie zimowym. Próbując dostrzec coś przez zasnute szronem okno, wybierając się tylko na krótkie mroźne przebieżki, gdy na rzęsach osiada szron, a oddech niemal zamarza, można choć trochę wyobrazić sobie warunki panujące powyżej ośmiu tysięcy metrów. Tak właśnie Bernadette McDonald, ta niestrudzona kronikarka himalajskich zmagań, pisała swoją najnowszą książkę: Winter 8000. Climbing the World’s Highest Mountains in the Coldest Season.

I znów, i znów do ważnego tematu zabrała się właśnie ona, a ja znów muszę powtórzyć, że to temat zdecydowanie dla polskiego autora. Ktoś niby o tym myślał, ktoś miał zamiar… lecz na tym się skończyło. A przecież historia zdobywania ośmiotysięczników zimą to historia głównie o Polakach, ponieważ na trzynaście, które dotąd padły, oni weszli na dziesięć.

Fot. Bogdan Jankowski

Takie mamy czasy, że niemal każdy aspekt himalaizmu został dokładnie opisany, niemal wszyscy najważniejsi aktorzy zimowej himalajskiej sceny mają biografie i autobiografie: Zawada, Hajzer, Wielicki, Kukuczka, Mackiewicz, Revol, Moro…  Właściwie niemal każda historia walki o szczyt została (szczególnie) w polskiej literaturze górskiej opisana, brakowało jednak pozycji, w której znalazłyby się wszystkie historie, tworząc obraz zmagań, tragedii, walki i igrania ze śmiercią.  Która ujęłaby himalaizm zimowy jako osobne zjawisko. I jako szaleństwo.

My, polscy czytelnicy literatury górskiej, potrafimy powiedzieć, kto, co i w którym obozie jadł i co robił. Opowieści znamy niemal na pamięć. Wyobraźmy więc sobie, że są dwie książki: dla świata ta właśnie wersja, bo to doskonale, że nasz himalajski sukces wybrzmi w świecie głośno i wyraźnie,  a „na Polskę” inna: z mniejszym akcentem położonym na dokonania Polaków, opowiadająca za o innych, którzy też walczyli z zimą, lecz bez sukcesu (oprócz zdobywców trzech szczytów), lub którzy zostali w górach na zawsze, co nie oznacza, że ich walka była bez znaczenia.  

Muszę przyznać, że nie jestem do końca obiektywna w ocenie książki Bernadette, bo choć sądziłam, że tematyka wspinaczkowa, a w szczególności polsko-himalajska, nieco mnie już męczy, podeszłam do Winter 8000 bardzo emocjonalnie, a lektura rozdziałów o Broad Peaku i Nanga Parbat była dla mnie drogą przez mękę. Przypomniały mi się godziny spędzane przed komputerem i telewizorem, nadzieja, złość i rozpacz. Co chyba świadczy o tym, że Bernadette McDonald to doskonała autorka.

Czy zachowała obiektywizm? Starała się, choć przecież zna polską narrację i na pewno ma do niej podejście emocjonalne, i zapewnie niektórzy będą chcieli na temat niektórych kwestii z nią polemizować.

Winter 8000 (wersja angielska) napisana jest doskonale, językiem bogatym i eleganckim, choć wyobrażam sobie mękę tłumacza, który próbował wyrwać się z zaklętego kręgu słów o zabarwieniu militarnym, takich „atakować”, „zdobywać”, „szturmować”.  To opowieść ocierająca się nieco o egzaltację (wiele intensywnych i przerażających zimowych przymiotników), lecz żarliwa, a ów styl podporządkowany jest zaskakującemu celowi… Benadette to kobieta gór, wspina się, obraca wśród wspinaczy i doskonale ich rozumie. Nie towarzyszy jej zadziwienie cepra „po co oni tam idą?”, wie, jak i o co toczy się gra. Dlatego zaskakujące jest, że postanowiła zdystansować się to tematu, stanąć z boku i pokazać cały surrealizm zimowych zmagań.

Himalaistami zimowymi kierowały różne motywacje – jedni chcieli zdobyć ośmiotysięcznik zimą, by poprawić swoją pozycję we wspinaczkowym świecie, inni dla sławy, jeszcze inni w poszukiwaniu ekscytacji, niektórzy z powodów politycznych, a niektórzy w poszukiwaniu ciszy, pustki, piękna i spełnienia. Bernadette pisze: „Ich żywoty, odmienione przez niezliczone górskie dni, są bogatsze po tym, gdy poznali smak samotności zimą na ośmiotysięczniku. Niezmiennie było to działanie na granicy szaleństwa”. Postrzega zimowe zmagania w Himalajach jako balansowanie na krawędzi, podejmowanie ryzyka ponad miarę, zatracenie instynktu samozachowawczego, słowem, jako szaleństwo właśnie.

Rozdziałów jest czternaście (z posłowiem 15), choć K2 to wciąż święty Graal. Czeka. A mnie przypomina się scena z jednego z moich ulubionych filmów, Kronik portowych. Mówiąc w skrócie, jednym z jego wątków są zmagania z odziedziczonym domem, który stoi na klifie nad morzem, trzeszczy pod naporem wiatru, jest straszny i nikt nie wie, co z nim zrobić. Pewnego dnia jednak znika, zmieciony przez wichurę, a główny bohater podsumowuje to tak: „Okrutny sztorm porywa dom. Pozostaje wspaniały widok”.

Może więc, gdy okrutna ludzka ambicja – a może dążenie do przekraczania granic? – zmiotą K2 jako nieosiągalny cel, ukażą się nowe perspektywy i marzenia, pojawi się widok na inne wspaniałe góry, które wciąż czekają na zdobycie, nieważne, zimą czy latem.

*

THE WINTER OF OUR DISCONTENT

“Like religion, it has saints and martyrs, sacred and forbidden places. Thirteen of those sacred 8,000ers have now been climbed.”

A remarkable winter in Banff – local townsfolk could not recall a winter so cold – was a perfect season to write a book about winter high-altitude climbing. Trying to glimpse a world through frosted windows, leaving the warm home just for brief excursions, with frost gathering quickly on one’s eyelashes, and every breath almost instantly freezing, one can attempt to imagine the conditions reigning at 8000 meters.

And that is how Bernadette McDonald, the tireless high-altitude climbing chronicler, wrote her book: Winter 8000. Climbing the Worlds Highest Mountains in the Coldest Season. And again she was the one who tackled the subject which ought to be tackled, I cannot stop restating that, by a Polish writer. Someone did consider it, someone nurtured an intention to write it… yet no one brought the project to completion. And yet the story of climbing eight-thousanders in winter is predominantly a Polish one. The Poles were the ones who triumphed on ten out of thirteen of these summits, with just one left still unclimbed.

It is a distinctive feature of our times that almost every aspect of high-altitude climbing has been thoroughly written about, almost every protagonist of winter Himalaya climbing has their own biography or autobiography: Zawada, Hajzer, Wielicki, Kukuczka, Mackiewicz, Revol, Moro…  Almost every battle for the summit was described in detail in (particularly Polish) mountain literature. A book, however, which would include all winter first ascent stories, that would depict the struggles, tragedies, commitment, and risk-taking was missing. One which would show winter high-altitude climbing as a separate phenomenon… and a kind of madness.

We, Polish mountain literature aficionados, we can state precisely who stayed in which camp, what was their menu, and quote the climbers’ exact words. We know these stories by heart. Let us imagine there are two books: this one for the international audience, one that would advertise our mountaineering triumphs adequately. And another one for Polish market: with less emphasis on the role of Poles, but telling the story of those who challenged the winter but less successfully (except for summiteers of three peaks). Or the ones who never returned from their summit attacks, which does not make their effort less worthwhile.

I have to admit that I am not entirely objective in evaluating Bernadette’s book. I did believe that I was slowly growing weary with climbing literature, and particularly with Polish-Himalayan climbing sub-section of it, yet I approached Winter 8000 with authentic emotions, and reading Broad Peak and Nanga Parbat chapters was truly bereaving. Revisiting these stories brought back the long hours in front of computer and television screens, hopes, anger, and despair. This must be indicative of Bernadette’s exceptional writing.

Was she objective, though? Without a doubt she did her best, even though she is familiar with the Polish narrative, and she must have an emotional relationship with it. And yes, inevitably, there are some areas which shall provoke a debate.

Winter 8000 in its English version  is superbly written, the language is rich and elegant, though I can envisage the translator’s toils trying to avoid entrapment in military-flavoured semantic field (“battle”, “fight”, “warriors”, etc). The style occasionally becomes somewhat impassioned (many intense and awe-inspiring adjectives), yet this fervent delivery serves an unexpected purpose… Bernadette is no stranger to mountain passion, she is a climber herself, her friends and acquaintances are mountaineers, she comprehends their mindset. Hers is not the astonishment over the purpose of striving for summits, she knows well what are the goals of their game. Thus it is surprising that she decided to assume a distanced gaze, stand further and demonstrate the surreal nature of winter high altitude climbing. These climbers had various motivations: some wanted to climb an eight-thousander in winter to improve their standing in climbing community, others sought fame, were stoked by the idea, some had political reasons. Finally there were those who yearned to experience the unique beauty, rare silence and achieve spiritual fulfilment. “Their lives, shaped by uncounted days in the mountains, are richer for having discovered the loneliness of winter at 8,000 metres”. She sees winter expeditions as constant risk taking, occasionally direct staring in death’s face, discarding one’s self preservation instinct, in a word, as madness.

Fot. Aleksander Lwow

There are 14 chapters in the book (15 if you count the epilogue), with K2 still a Holy Grail. It’s out there. Waiting. It reminds me of final scene from one o my favourite movies, Shipping News. The protagonist struggles with an inherited house located on a sea cliff. The house creaks threateningly when the wind is blowing, it constitutes a problem no one knows how to resolve. One day it becomes obliterated by a storm, the character sums it up: “Deadly storm takes house, leaves excellent view.”

Perhaps thus, when cruel human ambition – or perhaps a will to transgress limits of what is possible? – will do away with K2 and its status of an unattainable goal new perspectives will emerge, new dreams, a new view will open up onto other peaks, still unclimbed, both in summer and winter.

Beata Słama

Przekład recenzji: Andrzej Górka, Kuba Hornowski

                                                                           

Bernadette McDonald, Winter 8000. Climbing World’s Highest Mountains in the Coldest Season, Mountaineering Books 2020; polskie wydanie: 800 zimą. Wspinanie na najwyższe szczyty w najzimniejszej porze roku, przekł. Andrzej Górka, Agora, Warszawa 2020.

 

 

 

[1] Fragmenty książki w przekładzie B. Słamy.

Kategorie: Książki

0 Komentarzy

Leave a Reply