DOOKOŁA

Trudno jest owspinać świat dookoła, o wiele łatwiej go opłynąć. Słucham? Że to strona poświęcona sprawom górskim? Nie szkodzi. Góry czy morze – wyzwania takie same, napięcie, zmagania, pokonywanie siebie, stawianie czoła samotności i zachwyt nad światem. Żeglarze i wspinacze są bardzo do siebie podobni.

Joshua Slocum (1844-1909) był pierwszym człowiekiem, który opłynął Ziemię. Zajęło mu to trzy lata, lecz książka, w której opisał swój rejs, ma zaledwie sto osiemdziesiąt stron. Nie jest to jednak suchy opis, o nie. Są przygody, jest humor, mnóstwo romantyzmu i radości z tego, co się robi. Staroświecki wdzięk i zaradność. Spryt i niebywała odwaga.

Slocum urodził się w Nowej Szkocji. Gdy miał dwanaście lat, uciekł z domu i zarabiał na życie jako pomocnik rybaków. W wieku lat szesnastu zaciągnął się na statek, a dziewięć lat później dowodził już własną jednostką.

Pisał: „… czar morza miał dla mnie niewysłowiony urok od wczesnego dzieciństwa”, i większość życia spędził właśnie na morzu.

Przeżył wiele przygód, lecz ta najważniejsza rozpoczęła się, gdy 24 kwietnia 1895 roku wyruszył z Bostonu na jedenastometrowej rybackiej łodzi o nazwie „Spray” (Piana). Wrócił ponad trzy lata później – 27 czerwca 1898 przybił do Newport na Rhode Island. Opłynął samotnie cały świat, pokonując 46 tysięcy kilometrów.

Jego książka nosi tytuł Sailing Alone Around the World, w Polsce została wydana w tłumaczeniu Ludwika Szwykowskiego pod tytułem Sam jeden żaglowcem naokoło świata (Warszawa 1930) lub Samotny żeglarz (Gdańsk 1983). Przekład trąci nieco myszką, lecz ma niezaprzeczalny wdzięk.

Od jej lektury nie można się oderwać: są opisy dzikich plemion i gwałtownych sztormów, a także czystej radości z żeglowania. Slocum z godnym podziwu dystansem do siebie opisuje perypetie straszne, ale też i zabawne.

„Mocno uczepiłem się burty, gdyż przypomniałem sobie poniewczasie, że nie umiem pływać”.

„Był to doktor Mc. Calla, który dał mi parę cennych wskazówek co do wygłaszania odczytów.  Przyznam się, że wstąpiłem na tę nową drogę nie bez pewnej obawy i myślę, że tylko uprzejmości sympatycznych słuchaczy zawdzięczam, iż okręt mego krasomówstwa szczęśliwie zawinął do portu”.

Ten dzielny żeglarz zaginął na morzu w listopadzie 1909 roku, gdy wyruszył na „Sprayu” rzeką Orinoko w kierunku Morza Karaibskiego, a dlaczego tak się stało, do dziś pozostaje tajemnicą.

Beata Słama

Joshua Slocum, Samotny żeglarz (Sailing Alone Around the World), przekł. Ludwik Szwykowski, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1983.

 

Kategorie: Książki

0 Komentarzy

Dodaj komentarz