„O WOJSKU Z DOLINY KOBYLAŃSKIEJ…”

 A MOGŁO BYĆ TAK PIĘKNIE…

Uwielbiam wspinaczkowe wspomnienia, opowieści o ludziach z dzikością w sercu, górskich dziwakach i oryginałach. Samo wspominanie jednak nie wystarczy, dobrze, by wspomnieniowe dzieło miało walor literacki, było spójne i po prostu ciekawe. O pozycji „O wojsku z Doliny Kobylańskiej, Druciarzu i innych, co po górach chodzili” (Stapis) powiedzieć tego nie można. To zbiór różnego rodzaju tekstów, połączonych bez myśli przewodniej, chyba że za takową uznać można chęć przywołania dawnych czasów i zrobienia przyjemności kolegom, a to chyba za mało, by powstała ciekawa książka.

Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte polskiego wspinania jawią mi się jako czas romantyczny, kiedy to przygody były bardziej przygodowe, wspinaczki bardziej romantyczne, wspinacze bardziej błyskotliwi, inteligentni i pełni fantazji, a góry bardziej nieznane. Dlatego z radością witam każdy tekst i książkę poświęcone tamtym czasom, że wspomnę choćby „Bocianie gniazdo” Anny Skoczylas czy kultowe „Miejsce przy stole” Andrzeja Wilczkowskiego. 

„O wojsku…” też mogłaby być książką kultową, niestety nie jest. A dlaczego? Przede wszystkim, dlatego że wydawnictwo nie zapewniło fachowej opieki redakcyjnej (choć w stopce widnieje nazwisko redaktorki). A redaktor to nie tylko osoba, która poprawia błędy i sprawdza kolejność rozdziałów. W tym przypadku zabrakło kogoś, kto wymyśliłby koncepcję książki, uporządkował materiał i namówił autorów, by z pewnych tekstów zrezygnowali, inne „podkręci”, skróci i nada im styl i charakter, wytłumaczy, co to puenta i dramaturgia, nada książce tempo i dynamikę i sprawi, że będzie to pozycja przeznaczona dla szerokiego grona czytelników, a nie tylko dla kolegów autorów.

 „Wojsko z Doliny Kobylańskiej” to taternicy szkolący co sezon żołnierzy w tejże dolinie ‒  tej działalności poświęcona jest jedna część wspomnień i anegdot. Drugą ważną częścią są wspomnienia barwnej postaci Druciarza, czyli  Jerzego Rudnickiego. Trzecią – zbieranina różnych tekstów poświęconych różnym wydarzeniom i czasom. Są to teksty pisane współcześnie oraz materiały zamieszczane wcześniej w czasopismach górskich, co rozczarowuje, bo przypomina szycie z resztek. Dodajmy jeszcze „Miniaturki” pióra Jana Bagsika, będące w założeniu zbiorkiem anegdot, i mamy groch z kapustą, który mógłby okiełznać fachowiec, lecz fachowca zabrakło.

Opowieści z Kobylańskiej są zwyczajnie nudne i  mało śmieszne, anegdoty-miniaturki nie bawią i na ogół pozbawione są puenty, a wspomnienia różne słabe literacko (może z wyjątkiem tekstu o Druciarzu pióra Anny Skoczylas, no, ale to prawdziwa literatka).

Spore nadzieje wiązałam właśnie ze wspomnieniami o Druciarzu, postaci niezwykłej i legendarnej – niestety, jeden tekst przypomina esej, inne nie mają formy i języka godnego ich bohatera.

Redaktor nie dopilnował również poprawności językowej i interpunkcji. Dla mnie to stracona okazja na fajną książkę dla każdego pokolenia wspinaczy.

Beata Słama

(Recenzja ukazała się w kwartalniku „Tatry”).

„O wojsku z Doliny Kobylańskiej, Druciarzu i innych, co po górach chodzili, praca zbiorowa, Stapis, Katowice 2018.