JAK ROZPOZNAĆ GRAFOMANA GÓRSKIEGO

Wbrew pozorom grafomania to w literaturze górskiej zjawisko dość częste.

Nie rzuca się jednak w oczy, bo wychodzi mało książek górskich.

Czasem jednak ktoś jakąś napisze i próbuje wydać.

I wtedy redaktor nadziewa się na grafomana.

Grafomanem może być też tłumacz („Gunther halucynował”).

Górska grafomania jest jednak inna niż grafomania, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni – mało jest o zachodach słońca, jeleniach i porywach serca.

Jest to grafomania niejako utajona.

Po czym ją poznać?

Grafoman Górski jest przekonany, że jego dzieło trafi pod strzechy, w związku z tym pół każdej strony zajmują przypisy. Czytelnik może przecież być idiotą i nie zorientować się, co to jest półka, filar, żleb czy raki.

Na wypadek, gdyby jednak idiotą był lub urodził się przed chwilą albo nie miał internetu, przypisy dotyczą też takich haseł, jak np. papież Jan Paweł II, Edward Gierek oraz Himalaje.

Grafoman lubi, by jego tekst był urozmaicony i atrakcyjny wizualnie, dlatego nie waha się użyć CAŁEGO arsenału edytorskiego: [nawiasy], wykrzykniki!!!!!!, znaki zapytania??????? wielokropki…… (koniecznie więcej niż trzy kropki), WERSALIKI, (znów nawiasy), „cudzysłowy” (koniecznie przy każdym żarcie, żeby czytelnik nie pomyślał, że to na poważnie), tłusty druk i z jakiegoś niewiadomego powodu – dużo skrótowców:

 „Siedzieliśmy, trzymając się za ręce, i patrzyliśmy na pn.-wsch. ścianę Watzmana”.

Grafoman Górski sprawia wrażenie, jakby nie widział na oczy normalnej książki, w której wszystko jest jak trzeba.

Grafoman górski żywi przekonanie, że ponieważ się wspina, automatycznie jest interesujący i głęboki, a jego przemyślenia – oczywiście na temat metafizyki wspinania, stosunku do czyhającej za każdym załomem śmierci i motywacji we wspinaniu – ciekawe i odkrywcze. Oraz jedyne w swoim rodzaju.

Dzieli się więc nimi obficie, zaprzęgając do tego całe stado filozofów. Żebyśmy wiedzieli, że nie tylko wisi na przechwytach, ale też czyta.

Uważa również, że wszystko, co przeżył w ścianach i urwiskach, warte jest utrwalenia: kolega pierdnął, jakaś pani krzyczała, pies się przyplątał, ale potem sobie poszedł, mielonka okazała się zepsuta…

Możecie sobie pomyśleć: można przecież nie czytać.

Pewnie, ale można też nie pisać.

 

Beata Słama

 

Kategorie: Książki

Dodaj komentarz