POSPOTKANIOWA CZKAWKA

Ukazały się nowe „Tatry”, a w nich sporo ciekawych artykułów.

Jest też sprawozdanie Macieja Krupy ze Spotkań z Filmem Górskim ‒ choć czy ma sens zamieszczanie sprawozdania trzy miesiące po imprezie, kiedy wszystko już zostało powiedziane?

Generalnie mu się nie podobało, jego zdaniem wszystkie festiwale są takie same (nie przypominam sobie, żebym widziała go w Lądku), ja też nie byłam zachwycona, lecz ja nie mogę pisać do „Tatr” relacji z tej imprezy, bo organizatorzy sobie nie życzą.

No cóż, w przyszłym roku będą chyba musieli zażyczyć sobie innego sprawozdawcy…

Pewnie przeszłabym nad tym tekstem do porządku dziennego, lepiej byłoby też spuścić na  punkt programu, o  którym poniżej, zasłonę milczenia, lecz pan Krupa zawarł w swym tekście taki passus, czym niejako wywołał mnie do tablicy:

„Na koniec odbyła się panelowa dyskusja na temat literatury górskiej z udziałem redaktorów i pewnej pani spośród publiczności, która stwierdziła, że powinna siedzieć na scenie, a nie wśród publiczności”.

Ta pani to byłam oczywiście ja.  A moja wypowiedź brzmiała zupełnie inaczej.

Ale od początku.

Istotnie, odbyło się takie spotkanie, upchnięte naprędce do i tak już przeładowanego programu pewnie po tym, gdy organizatorzy przeczytali (bo program Lądecki został opublikowany wcześniej niż zakopiański), że w Lądku też będzie dyskusja o książkach, a przecież muszą Lądek przegonić (marne szanse).

Przyszło na nie dziesięć, góra piętnaście osób.

Prowadził je jakiś młodzieniec, który się nie przedstawił. Gdy po spotkaniu zapytałam, kim jest, powiedział, że ma na imię Paweł, a gdy chciałam wiedzieć, czy jest z Zakopanego, odrzekł: „Na szczęście nie”. Ktoś mi później powiedział:  „No, to jest ten z tego tam…”. Ale nie zapamiętałam z czego.

Na scenie zasiedli państwo Kiełkowscy, producent części samochodowych, pan Porębski, Paweł Goźliński, redaktor naczelny wydawnictwa Agora, Dominik Szczepański (też Agora) i Anna Czerwińska.

Na pewno nie była to dyskusja.

Pan Paweł X. zadawał nawet inteligentne pytania, a wywołani do tablicy goście nawet inteligentnie odpowiadali.

Pan Goźliński z Agory, skądinąd dobry pisarz, rozwodził się elokwentnie, jak to Agora pochyla się nad książką górską, wydaje, szuka, planuje i troszczy. Dominik Szczepański chyba kiwał głową. Reszta spijała słowa z ust naczelnego.

Wiem ja i wiecie Wy, jak to z książkami górskimi Agory, więc gdy padło pytanie o pytania z sali i żadna ręka nie powędrowała w górę (a nie, przepraszam, wstał wydawca Gołędowski, ale nie zrozumiałam sensu jego wypowiedzi, oznajmił za to, że przeczytał książkę o Wojciechu Komedzie),  nie omieszkałam się zgłosić. Takiej okazji przepuścić nie można.

Przedstawiłam się grzecznie, powiedziałam, że prowadzę JEDYNY portal poświęcony kulturze górskiej, na którym dużo i często piszemy o książkach. Że to, iż nie ma mnie na tej scenie (ani nikogo z GK), jest znamienne, ale państwo Kiełkowscy pewnie się są zadowoleni.

Wyraziłam opinię, że książki górskie wydawane przez Agorę pozostawiają wiele do życzenia, jeśli chodzi o poziom przekładów, redakcji i korekty, a wisienką na torcie była biografia Kurtyki, którą przetłumaczył pan Krupa. A zredagował pan Goźliński. Dodałam, że nie jest on zawodowym redaktorem i nie ma niestety pojęcia o redakcji (a korektor o korekcie), a wypowiedź zakończyłam pytaniem, co zamierza zrobić, aby w przyszłości było lepiej.

Pan Goźliński odpowiedział coś okrągło, nic nie powiedziawszy, i na tym spotkanie się zakończyło.

O tym wszystkim pan Krupa nie napisał, bo przecież na pewno ma nadzieję, że coś jeszcze dla Agory przetłumaczy. Zasugerował za to, że powiedziałam coś, czego nie powiedziałam. Może dlatego na wszelki wypadek nie wymienił mnie z imienia i nazwiska?

A może nie było go na sali i jego żona, która była, może coś pokręciła? A może był i przysnął? Nie pamiętam.

Po spotkaniu dostałam propozycję pracy nad książką (nie z Agory). Więc nie narzekam.

Tak, że tak…

Beata Słama

 

Kategorie: Wydarzenia

Dodaj komentarz